mapa

aktualności
More News...
ARCHITEKCI MURANOWA
Julia, trzeba medialna UFY Na przełomie roku w podwórku kamienicy na skrzyżowaniu al. Jana Pawła II i al. Solidarności zaszły spore zmiany. W miejsce, znane dotąd głównie dzięki działającej w budynku całodobowej przychodni weterynaryjnej i sklepu z odzieżą vintage, przeniosła się UFA - kolektyw i organizacja non-profit, działająca na rzecz praw kobiet i mniejszości seksualnych. W piwnicy, w której wcześniej mieściła się hurtownia, w dodatku oddalonej dosłownie o dwa kroki od miejscowego kościoła, pojawiły się malunki na ścianach, domowe sprzęty, gadżety, a na drzwiach ulotki, których treść mogła przyprawić o palpitacje bardziej konserwatywnych mieszkańców Muranowa. Ale jak się okazuje nie przyprawiła i UFA kończy już szósty miesiąc w nowej siedzibie. - Zanim umówiłyśmy się na spotkanie, musiał zgodzić się na nie kolektyw... - Tak, bo wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie, na zebraniach, które zaczynają się o 19 w każdy wtorek i zwykle trwają do północy. Na co dzień działamy w zespołach, które nazwałyśmy trzebami , od słowa, którego zazwyczaj używa się, planując jakieś czynności: trzeba zrobić to a to. Ja jestem w "trzebie" medialnej, która zajmuje się reprezentacją UFY na zewnątrz, także wobec mediów. Za miesiąc będzie to kto inny. Mamy zasadę, że trzeby są rotacyjne, żeby każdy mógł nauczyć się różnych funkcji i nie wytworzyło się co w rodzaju władz kolektywu. - Jakie są inne zasady kierujące kolektywem? - Staramy się, żeby co najmniej 80 proc. stanowiły kobiety, bo działamy głównie na ich rzecz i chcemy stwarzać przyjazną im przestrzeń. Ponieważ jesteśmy organizacją proqueerową, trzeba w tym momencie dodać: nie zawsze genetyczne. Decyzji nie podejmujemy poprzez głosowanie, ale znajdując w drodze dyskusji takie rozwiązanie, które odpowiada wszystkim. Najistotniejsze: UFA jest otwarta na wszystkich, którzy mają otwarte głowy. Nie tolerujemy tylko nietolerancji i przemocy. - Muranów nie był Waszym świadomym wyborem? - Nie miałyśmy na to większego wpływu. Poprzedni lokal podnajmowałyśmy od innej fundacji o podobnym profilu. Ten, w piwnicy socrealistycznego bloku pomogła nam znaleźć jedna z pań z urzędu miasta – w ramach przysługi. Wcześniej UFA mieściła się przy Marszałkowskiej. Na dobre wprowadziłyśmy się w styczniu 2009 r., ale wcześniej zdążyłyśmy zorganizować tutaj sylwestra. Nie wybrzydzamy. 250 metrów kwadratowych to wystarczająco duża przestrzeń, żeby urządzać pokazy filmowe, imprezy, podczas których działa prowizoryczna kuchnia. Na niższym poziomie, w dawnym schronie przeciwatomowym, zmieściła się też pracownia sitodruku. Choć w zasadzie ciągle jeszcze się urządzamy. Wcześniej była tu hurtownia rajstop, po której został napis na oknie. Celowo go nie usunęły my, choć zasłaniamy od wewnątrz kotarą. Podoba się nam, dodaje smaczku, jest jako wpisany w to miejsce. Mamy nadzieję, że uda się nam zostać tutaj na dłużej - opłaty czynszowe to przy naszych skromnych funduszach spory wydatek, na razie z trudem wiążemy koniec z końcem. Organizacja utrzymuje się w 99 proc. z grantów. - Na samym początku zaprosiłyśmy członków wspólnoty mieszkańców na spotkanie, podczas którego przedstawiłyśmy się i opowiedziałyśmy, czym jest UFA i co zamierzamy tutaj robić. Zaskoczyła nas jedna pani, która już na wstępie powiedziała: "wiem, wiem, przeczytałam już o Was wszystko w internecie". Przed zabawą sylwestrową, która była naszą pierwszą imprezą w tej siedzibie, rozwiesiłyśmy też informacje na klatkach schodowych. Odbiór był więc pozytywny. Relacje trochę się popsuły po pierwszych imprezach, kiedy okazało się, że blok ma niesamowitą akustykę. Zaczęłyśmy więc kombinować, jak wyciszyć rury. Efekt: okryte wełną mineralną i owinięte srebrną folią przypominają kadry z Seksmisji . Ale jest ciszej. Ostatnio zbliżyła nas z sąsiadami awaria prądu: jak się okazało, poprzedni właściciel naszego lokalu nie wziął udziału w przeprowadzanej kilka lat temu wymianie instalacji elektrycznej w całym budynku. Efekty tego, niestety, spadły już na nas instalacja się przepaliła i gdyby nie sąsiedzi, którzy pomagali się nam podłączyć do swoich źródeł zasilania oraz znosili cierpliwie huk generatora, przez tydzień byłybyśmy bez elektryczności.... - Nie, choć zdarzają się zaczepki słowne, albo aluzje w rodzaju chłopaków to pan raczej w tej piwnicy nie znajdzie, dziewczyny wolą swoje towarzystwo. Ale to nie jest szczególnie uciążliwe. - Zdążyłyście już trochę poznać Muranów? Jaką wydaje się wam dzielnicą? - Nie miałyśmy na to zbyt wiele czasu. Ale na przykładzie naszego budynku widać, że to głównie dzielnica starszych ludzi. Dlatego też część naszych inicjatyw kierujemy właśnie do nich. To, że przeniosły my się z Marszałkowskiej, gdzie naszymi sąsiadami były firmy, w miejsce, gdzie sąsiadami są lokatorzy, jest dla nas wielkim wyzwaniem, ale też super doświadczeniem. Organizujemy otwarte dla wszystkich pokazy filmów o tematyce genderowej, w której bierze udział niewielkie, ale stałe grono mieszkanek. Chętnie udostępnimy część lokalu na spotkania starszych osób. Pewnie z czasem będziemy bardziej angażować się w życie dzielnicy. Dostaliśmy właśnie grant na projekt dla ludzi w wieku 55+ o nazwie„integracja generacji” i ruszamy z nim od września. Chcemy by był jak najbardziej lokalny, muranowski. Będą to spotkania i warsztaty z/dla starszych osób, a też spacery po Muranowie szlakiem kobiet (prowadzenie: Sylwia Derwisz Hutnik). Chcemy też zrobić warsztaty foto, których rezultatem będą własnoręcznie zrobione pocztówki z Muranowa, a rezultatem „mentalna mapa okolicy” wyszyta wspólnie przez szeroko pojętych „nas” oraz mieszkanki naszego osiedla na wielkim koc, który potem będzie leżał w naszym lokalu. Targetem są głównie kobiety, a nadrzędnym celem - integracja lokalno-międzypokoleniowa. - UFA jest zupełnie egzotycznym punktem na mapie Muranowa. Zresztą na imprezy czy spotkania przyjeżdża sporo osób z całej Warszawy. Może obecność kolektywu przyczyni się do zmiany tego miejsca i wyobrażeń o nim jako o spokojnej, sennej przestrzeni? - Zmieniać? Hm, to dziwnie brzmi. Nie mamy takiej ideologii. To otoczenie podoba się nam takim, jakim jest. A my robimy w nim swoje. Albo inaczej: zależy nam jedynie na zmianie okolicy na lepsze poprzez pokojowe współistnienie z sąsiadami i wspólne z nimi działania. Rozmawiała: Beata Chomątowska, fotografował: Piotr Perzyna W czerwcu 2010 r. UFA wyniosła się z lokalu przy al. Solidarności, szukając nowej siedziby.
- Mieszkańcy budynku, w większości starsi ludzie, nie zetknęli się wcześniej z tego typu inicjatywami. Jak was przyjęli?
- Nie spotykacie się z niechęcią, agresją?
Zdjęcia: Piotr Perzyna

PARTNERZY:



