mapa

aktualności
More News...
Plac Bohaterów Getta to nieformalny "salon Muranowa". Tu znajdziemy najważniejszy punkt przypominający o tragicznej historii dzielnicy - pomnik Bohaterów Getta, wokół którego parkują autokary przywożące żydowskie wycieczki. Na obszernym skwerze spotykają się na pogawędki mieszkańcy wyprowadzający na spacer psy, na ławeczkach plotkują emeryci, alejkami śmigają rowerzyści. Latem zdarzają się nawet plażowicze rozkładający koce wśród bujnej zieleni. Przez dwa ostatnie lata pośrodku placu świecił nocami na niebiesko kosmiczny namiot-instalacja Ohel, namiastka przyszłego Muzeum Historii Żydów Polskich. W Ohelu rozbrzmiewała muzyka, wisiały fotografie i rysunki (pokłosie licznych konkursów), w Święto Purim oglądano przedstawienie i zajadano się "uszami Hamana", a w Święto Szałasów dzieci wznosiły na łące obok prowizoryczne namioty. Jedyne, czego brakowało w tej scenerii, zwłaszcza latem, to miejsca, w którym można byłoby przysiąść na chwilę i sącząc kawę lub piwo, leniwie rozglądać się dookoła, podglądając życie placu i okolicznych ulic. To marzenie spełniło się dopiero kilkanaście miesięcy temu, gdy we wnętrzach dawnej pralni przy Karmelickiej wylądował Bar-a-Boo - egzotyczny przybysz z innej galaktyki. Nowoczesne wnętrze, niezła - nie tylko włoska - kuchnia, a przede wszystkim ogródek z widokiem na Ohel. A niebawem - na Muzeum. Robert Bujnowski, współwłaściciel i założyciel Bar a Boo: - To moja pierwsza restauracja i chciałem, żeby wyglądała tak, jak widziałem ją w wyobraźni. Lokal projektował architekt wnętrz, ale ogólna koncepcja to mój pomysł. Architekt pomógł dopracować szczegóły. Miało być prosto, bez zbędnych ozdóbek i nadęcia. - Sądził Pan, że znajdzie na Muranowie klientów, którzy docenią taki styl? - Już docenili. Ale nie są to klienci wyłącznie z Muranowa, bo nie stylizujemy się na lokalną knajpę. Startując z Bar a Boo, nie mieliśmy zresztą wymarzonej "grupy docelowej". Efekt jest taki, że zaglądają ludzie z całej Warszawy - ostatnio rozmawiałem z chłopakiem, który przyjechał do nas zjeść, zachęcony opinią swojego znajomego z Ursynowa. Jak tamten trafił do restauracji - nie mam pojęcia. Zebraliśmy pozytywne kulinarne recenzje w kilku gazetach, pewnie to pomaga. Stołują się też u nas przechodzący przez plac turyści, ale ci, którzy zapuszczają się na Muranów na własną rękę. Zorganizowane grupy raczej tu nie zaglądają. - Nie miał Pan oporów przeciw otwieraniu knajpy akurat w takim miejscu? Plac Bohaterów Getta to miejsce spotkań towarzyskich mieszkańców okolicy, ale i największy symbol tragedii Muranowa. Wiele osób mówi, że przechodząc tędy, czuje jak nigdzie indziej duchy przeszłości. - Nie myślałem o tym, bo trafiłem na Muranów z przypadku. Dowiedziałem się, że jest wolne miejsce po dawnej pralni. Warunki mi odpowiadały, lokalizacja też - ścisłe centrum, obok park, parę kroków od biznesowej al. Jana Pawła II. Można wpaść wracając z kina, wyskoczyć z biura na lunch. I tyle. Dopiero jak już wystartowaliśmy, zacząłem dowiadywać się szczegółów o historii okolicy. Owszem, jako warszawiak wcześniej wiedziałem, że gdzieś tutaj było getto, ale na tym wiedza się kończyła. Nie miałem pojęcia, skąd wokół placu wzięły się te wszystkie pamiątkowe kamienie i co znaczą. Takim przyspieszonym kursem historii Muranowa okazały się dla mnie prywatne lekcje angielskiego. Podczas jednej z nich nauczycielka wzięła mnie na spacer po okolicy i opowiedziała wszystko o placu, pomnikach. potem poszliśmy pod bunkier na Miłej i na Umschlagplatz. Jak się okazało, ukończyła kurs przewodników miejskich, stąd znajomość wszystkich detali. - Byłem w szoku, bo nie miałem wcześniej pojęcia, co tutaj się dokładnie działo, a patrząc na dzisiejszy Muranów, gdzie zmienił się nawet układ ulic, z trudem można sobie wyobrazić jak wyglądało na tym terenie życie przed wojną, a potem w getcie. Co jeszcze? Szacunek, podziw dla tych ludzi, którzy podjęli beznadziejną walkę, a wielu z tych nielicznych, którym udało się uciec zza muru - o czym niechętnie się dziś mówi - miała kłopot z przetrwaniem poza dzielnicą zamkniętą, bo nie wszyscy kwapili się, by udzielać im pomocy. - Jeszcze dwa lata i w Muzeum Historii Żydów Polskich, które stanie na placu, będzie można poczuć atmosferę przedwojennych Nalewek, Gęsiej, Karmelickiej. Jak widziałby Pan wówczas okolicę Muzeum? - Nie da się wymazać historii. Trudno postulować odbudowę dawnego Muranowa - tego nie da się zrobić, tutaj już powstały nowe budynki, a w nich mieszkają ludzie. Ale otoczenie placu powinno przypominać o przeszłości: ulice wokół można byłoby wyłożyć granitową kostką, ustawić wokół latarnie. Ci, którzy przyjeżdżają pod pomnik i idą szlakiem pamiątkowych kamieni, na pewno chcieliby dowiedzieć się więcej o okolicy, zabrać informacje do domu. Potrzebna jest więc księgarnia, w której można byłoby kupić książki o tematyce żydowskiej, historii getta, pamiątkowe pocztówki - skromne stoisko pod pomnikiem, pojawiające się zresztą nieregularnie, tego zapotrzebowania nie zaspokaja. z tych samych powodów w przyszłości chcielibyśmy rozwiesić w oknach Baraboo powiększenia archiwalnych zdjęć pokazujących, jak wyglądała ta okolica przed wojną.
- Bar a Boo zwraca uwagę przede wszystkim odważną jak na Muranów stylistyką. Otwarta kuchnia w której można obserwować kucharza-Włocha przy pracy, wygodne sofy, plazmy telewizorów na ścianie, pomarańczowy designerski ekspres do kawy, i jeszcze wykafelkowana na czarno toaleta, w której z głośników odtwarzane są polsko-włoskie rozmówki. Nawet neon zwraca uwagę nowoczesnym liternictwem. Wymyślił Pan to sam czy ktoś tak podpowiedział?
- I co Pan czuł, dowiadując się o przeszłości tego miejsca, po której dziś nie zostało prawie w ogóle śladu?
Rozmawiała Beata Chomątowska, fotografował Piotr Perzyna

PARTNERZY:



