„Socjalistyczną odpowiedzią na rozwój Berlina Zachodniego jest kolosalny kicz zwany aleją Stalina. Kicz przytłaczający z uwagi na swe rozmiary i wyjątkowe bezguście. Niestrawny zlepek wszystkich stylów na miarę moskiewskich wymogów architektonicznych. Aleja Stalina to potężny prospekt z rezydencjami w stylu biednych, prowincjonalnych bogaczy; stłoczone jedna przy drugiej, straszą niezliczonymi tonami marmuru, kapitelami zdobnymi w kwiaty, zwierzęta i kamienne maski oraz obezwładniającymi portalami, których strzegą fałszywe posągi ze zbrojonego betonu.
Kryterium tych, którzy wymyślili to dziwadło, jest niezwykle proste. Wielką aleją Hitlera była Unter den Linden. Wielką aleją Berlina socjalistycznego – dużo większą, dużo szerszą, bardziej ociężałą i dużo brzydszą – jest aleja Stalina. W alei Stalina mieszka jedenaście tysięcy robotników. Są tu restauracje, kina, kabarety i teatry dostępne dla wszystkich. Każdy z tych przybytków stanowi żywy dowód najgorszego smaku: meble obite liliowym pluszem, zielone dywany ze złoconym brzegiem, a przede wszystkim lustra i marmury dosłownie wszędzie, nawet w łazienkach. Żadnemu robotnikowi na świecie nie mieszka się lepiej i za mniejsze pieniądze niż w alei Stalina. Ale oprócz tych jedenastu tysięcy uprzywilejowanych, są jeszcze masy stłoczone po strychach, które uważają – i głoszą to otwarcie- że za cenę posągów , marmurów, pluszów i luster można było przyzwoicie odbudować całe miasto.“
Gabriel Garcia Marquez, „Berlin to niedorzeczność“ – fragment felietonu z 1959 r. dla „Cromos“, Bogota (za: „Skandal stulecia i inne felietony“, wyd. Muza, Warszawa 2003

Karl-Marx-Allee jeszcze jako Stalinallee.Zdjęcie pochodzi ze strony: http://golm.rz.uni-potsdam.de/.../Pumpe/stalinallee.jpg
Czyż nie w podobnym duchu Tyrmand pisał o Muranowie? Wysiadając dziś z linii U5 berlińskiego metra na jednej z trzech stacji biegnących pod Karl-Marx-Allee, trudno jednak powstrzymać zazdrość. Po pierwsze, na widok archiwalnych czarno-białych fotografii ulicy sprzed 60 lat, rozwieszonych na ścianach tuż przy wyjściu. Powiększone, pieczołowicie opisane, pokazują jak wyglądały prace przy wznoszeniu monumentalnych budynków, jak niegdysiejszą Stalinallee maszerowały pochody pierwszomajowe, jak 17 czerwca 1953 r. demonstranci ścierali się z policją. Przecież w Warszawie, choćby przy wyjściu ze stacji Ratusz Arsenał (o ile nie powstanie stacja Muranów) też mogłoby się coś takiego znaleźć, ułatwiając niezmotoryzowanym backpackersom orientację w terenie. Archiwalne zdjęcia dzielnicy żydowskiej, getta warszawskiego i nowego Muranowa z lat 40. i 50. uświadamiałyby im, gdzie wychodzą na powierzchnię. Na K-M-A tablice informacyjne ze zdjęciami stoją też zresztą na zewnątrz, co kilkaset metrów.
Budynki przy Karl-Marx-Allee objęto ochroną konserwatorską jeszcze w DDR. W 1990 r. zaczęła się ich systematyczna renowacja, podzielona na etapy. I bardzo kosztowna - dlatego częściowo sfinansowano ją ze specjalnego programu modernizacji mieszkań społecznych, w którym uczestniczyły władze miejskie.

Kolejna fala zazdrości wzbiera na widok samych budynków: odremontowane, wymyte, ze świeżo wyszlifowanymi płytkami ceramicznymi zdobiącymi fasady (to ze względu na te płytki w czasach DDR gmachy przy K-M-A nazywano złośliwie „łazienkami Stalina“). To pozostałości generalnej renowacji z lat 90. – państwo niemieckie nie postanowiło pokarać zabudowy Karl-Marx-Allee za to, że kiedyś miała być wizytówką stalinowskiej architektury, ale uznało je za wart troski pomnik minionej epoki, który dziś może działać jak magnes na turystów. Nieco gorzej jest co prawda w podwórkach – monumentalne bloki od zaplecza pokazują gorszą, podrapaną twarz pozbawioną makijażu; podobne zaskoczenie jak w Gdańsku, gdzie pomalowano w pastelowe kolory tylko fasady stawianych po wojnie kamienic, na tyłach straszy brudnoszary tynk. Ale i tak wygląda to znacznie lepiej niż na muranowskiej alei Andersa.
I trzeci szczegół decydujący o tym, że K-M-A wygrywa na razie z aleją Andersa: na parterach domów, gdzie – podobnie jak na Muranowie – ulokowano sklepy, punkty usługowe i kawiarnie, toczy się normalne życie. To nie jest skansen, sklepy z zakratowanymi oknami sprzedające emaliowane garnki, mydło i powidło, w dodatku po kosmicznych cenach. W restauracjach siedzą zarówno starsi mieszkańcy okolicy, jak i studenci czy turyści. Plotkują, dyskutują nad gazetami albo zwyczajnie patrzą w okna, obserwując ulicę. Wiosną i latem przed budynkami rywalizują ze sobą o klientów kawiarniane ogródki.

K-M-A w budowie.Zdjęcie: Bundesarchiv, Bild 183-20145-015, fot. Gunter Weiss, 30 czerwca 1953 r.
Ulicę najpierw nazywano Grosse Frankfurter Strasse. Dopiero 21 grudnia 1949 r., w 70 rocznicę urodzin Stalina, zmieniła imię na Stalinallee. 13 listopada 1961 r. ustąpił miejsca Karolowi Marksowi – aleję przemianowano na Karl-Marx-Allee. Jako że po II wojnie światowej znalazła się w Berlinie Wschodnim – na granicy dwóch dzielnic Mitte i Friedrichshain, miała być sztandarowym budowlanym projektem w ramach programu odbudowy Niemiec Wschodnich. W jej powstawaniu, podobnie jak w przypadku Muranowa czy Nowej Huty, trzeba wyróżnić kilka faz.
Tuż po wojnie architekt Hans Scharoun wyszedł z pomysłem reorganizacji przestrzeni miejskiej Berlina, tak zwanym Kollektivplan. Proponował rygorystyczny podział i decentralizację miasta w takim samym duchu jak przedstawiciele polskiej awangardy architektonicznej z przedwojnia: „jednostki sąsiedzkie“, zatopione w zieleni. Najlepszym polem do realizacji tych pomysłów wydawała się mocno zniszczona część dzielnicy Friedrichshain – tam też w 1949 r. powstały dwa pierwsze ucieleśnienia idei Scharouna – galeriowce (ten typ budynków występuje też gdzieniegdzie na Lachertowskim Muranowie) przy Karl-Marx-Allee 102-104 oraz 126-128, zaprojektowane przez Ludmillę Herzenstein i Richarda Paulicka. I tylko tyle. Kollektivplan został odrzucony jako zbyt formalistyczny, elitarny i trącący „dekadencją z Zachodu“. Galeriowce miały być odtąd dwoma samotnymi wyspami pośród socrealistycznej architektury, wyznaczającymi południową linię nowej dzielnicy. Ponieważ nie pasowały do reszty zabudowy, próbowano je zakryć, obsadzając teren wokół budynków topolami.

Zasłonięty przez topole galeriowiec na K-M-A
Prawdziwy początek tego, co dziś kojarzymy z Karl-Marx-Allee, czyli „socjalistycznego realizmu“ albo „narodowej tradycji budowlanej“ (Nationale Bautradition) wyznaczył dopiero 1951 r. Do jej realizacji przystąpiono metodycznie: najpierw delegacja najlepszych berlińskich architektów wybrała się z wizją lokalną do Moskwy, Kijowa, Wołgogradu (wówczas Stalingradu) oraz St. Petersburga, żeby przyjrzeć się z bliska budowlanym dziełom kolegów z ZSRR. Potem rozpisano konkurs na projekt zabudowy alei (przemianowanej w 1949 r. na aleję Stalina), który wygrał w 1951 r. Egon Hartmann. Przy tworzeniu planu zagospodarowania terenu postanowiono wykorzystać też pomysły innych uczestników, jak Richard Paulick, Hanns Hopp, Karl Souradny i Kurt Leucht. Swój przyczynek do ostatecznego kształtu planu mieli też moskiewscy projektanci Alexander W.Własow i Siergiej E. Czernyczew, wiceprzewodniczący Akademii Architektury. Zaprojektowane budynki nawiązywały stylem m.in. do Uniwersytetu Łomonosowa w Moskwie oraz... warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Inny znany architekt, Herman Henselmann, zaprojektował stojący w pobliżu alei swój sztandarowy obiekt, 35-metrowy Hochhaus an der Weberwiese (Marchlewskistrasse 25), w którym znalazły się 33 mieszkania na ośmiu kondygnacjach, przeznaczone dla pracowników Volkspolizei, nauczycieli i architektów. Postawiono go w 141 dni, a krążył o nim taki wierszyk:
„Es wächst in Berlin, in Berlin an der Spree
ein Riese aus Stein in der Stalinallee.
Die Spatzen vom Alex, die zählen bis acht
und schon ist wieder ein Stockwerk gemacht.“
Mowa w nim o olbrzymie rosnącym z cegieł w Berlinie nad Szprewą, na Stalinallee. Gdy wskazówki zegara słonecznego na Alexanderplatz pokazują ósmą – już urosła kolejna kondygnacja. Hochhaus an der Weberwiese miał wytyczać nowy standard życia klasy robotniczej: ludowi pracującemu też należały się pałace. Nad głównym wejściem umieszczono cytat z Bertolda Brechta: "Pokój panuje w naszym kraju/Pokój panuje w naszym mieście/niech zamieszkają tu ci/którzy go zbudowali". Architektonicznie budynek przypomina dzieła konserwatywnych modernistów z lat 20. XX w., ale Henselmann wykorzystał w nim również elementy narodowej tradycji neoklasycyzmu ze szkoły Karla Friedricha Schinkela.

K-M-A w budowie. Fot. Bundesarchiv-Bild 183-20532-0011. Fot. Gunter Weiss, 25 lipca 1953 r.
Rozmiar monumentalnej alei (89 metrów szerokości, blisko 2 km długości) nie wynikał tylko z chęci usprawnienia ruchu samochodowego w stolicy – musiała być na tyle szeroka, aby swobodnie mogły kroczyć nią masy ludzkie podczas okolicznościowych parad. Po obu stronach ozdobiły ją wysokie, gdzieniegdzie dochodzące nawet do 13 pięter budynki, w których mieli mieszkać robotnicy wraz z rodzinami. Ich fasady ozdobiono elementami nawiązującymi do niemieckiego klasycyzmu (zgodnie z teorią „narodowej formy“ w architekturze), w tym tradycyjnych motywów berlińskich Karla Friedricha Schinkela, ale również antyku – jońskie i doryckie kolumny, freski. Prześmiewcy określali jednak całość jako „weselny tort“. Wszystko to było przeciwieństwem innego dużego projektu architektonicznego, który zaczęto realizować w tym samym czasie w Berlinie zachodnim - gdzie widok postępów w budowie Stalinallee skłoniły władze do przyspieszenia wysiłków odbudowy ze zniszczeń wojennych. Chodzi o Hansaviertel, realizację w duchu modernistycznym, w której brało udział 53 architektów z 13 krajów, m.in. Walter Gropius, Alvar Aalto czy Oscar Niemeyer. praszczając nieco sprawę, można powiedzieć, że oba projekty – zarówno K-M-A, jak i Hansaviertel – obrazowały główne idee systemu politycznego panującego w danej części miasta. Na K-M-A oddano wówczas do użytku także wielką Sporthalle (1951 r.) i kino Kosmos, najnowocześniejsze w całej NRD, chlubiące się miejscami dla 1001 widzów. Od strony zachodniej aleję zamykają dwa monumentalne, 13- piętrowe budynki projektu Henselmanna, nawiązujące nieco do amerykańskiej architektury Art-Deco z lat 30. Od strony wschodniej, przy stacji metra Frankfurter Tor – dwie bliźniacze wieże. Kopuły na wieżach nawiązują do kopuł Deutscher i Franzosicher Dom (dwóch katedr przy Gendamenmarkt w Berlinie). Przy budowie K-M-A pracowali też robotnicy budowlani z Polski.
Robotnicy wznoszą kolejne partie K-M-A, Fot.Bundesarchiv Bild 183-56161-0001, fot. Mhartsch, 12 czerwca 1958 r.
Podobnie jak na Muranowie czy w Nowej Hucie, ten radosny okres twórczości architektów K-M-A nie trwał długo. W zasadzie tylko do końca lat 50. Szybko zaczęto narzekać na wysokie koszty wznoszenia monumentalnych budynków. Cukierniczy“ styl ustąpił miejsca realizacjom z wielkiej płyty, otoczonym zielenią. Takie bloki, przeznaczone dla ok. 14,5 tys. mieszkańców, powstały w części alei bliższej Alexanderplatz. To tutaj w końcowych latach NRD rozmieszczano trybuny dla funkcjonariuszy partyjnych podczas obchodów rozlicznych państwowych uroczystości. W latach 60. przy alei powstało kilka utrzymanych w jednakowym, postmodernistycznym stylu pawilonów, jak Cafe Moskau, Mokka-Milch-Eisbar czy Kino International, w którym odbywały się najważniejsze premiery filmowe z udziałem partyjnych oficjeli. W tym czasie K-M-A przyćmiły realizowane z rozmachem inwestycje na Alexanderplatz.
Kino International. Zdjęcie pochodzi ze strony http://...germanhistorydocs.ghi-dc.org/images/40008320%
Najważniejszą datą w historii K-M-A jest niewątpliwie 17 czerwca 1953 r., kiedy stała się sceną dla strajku robotników budowlanych pracujących przy wznoszeniu monumentalnych gmachów, którzy protestowali przeciw decyzji o zwiększeniu norm wydajności pracy. Strajk wstrząsnął krajem, rozprestrzeniając się na inne dzielnice Berlina i całe NRD. Protest został stłumiony przy pomocy rosyjskich czołgów, w efekcie życie straciło co najmniej 125 osób.
W 1961 r., dawną Stalinallee podzielono na Frankfurter Allee i Karl-Marx-Allee, usunięto też wielki pomnik Stalina stojący pod nr 70.
Architektura K-M-A ma dziś tyle samo krytyków, co zwolenników. Wśród tych drugich są choćby postmoderniści – wpływowy amerykański architekt Philip Johnson mówił o niej z uznaniem jako o przykładzie „prawdziwego planowania miejskiego na wielką skalę“. Z kolei Włoch Aldo Rossi nazwał ją „ostatnią wielką ulicą Europy“.
A tu można znaleźć dokładny plan dzielnicy, wszystkie sklepy, kawiarnie, lokale do wynajęcia i więcej historii (w jęz. niemieckim):
www.kma-portal.de