mapa

aktualności
Bal Karnawałowy w Muranowskim Klubie Mam
Z okazji trwającego Karnawału Muranowski Klub Mam zaprasza na Bal Przebierańców! Bal odbędzie się w piątek 10 lutego 2012 r. o godzinie 17:00 w Stacji Muranów. W programie przewidziane są zabawy integracyjne, konkursy, poczęstunek oraz Wielka Loteria Fantowa - losy w cenie 1 zł można nabyć na zajęciach w Klubie lub w trakcie Balu.
Uwaga! Zmiany w rozkładzie zajęć Muranowskiego Klubu Mam
Od Nowego Roku w środy zamiast dyskusyjnego klubu mam zapraszamy na angielski dla dzieci.
Zapraszamy na filmowy czwartek, 15 grudnia, o godz.18
Stacja Muranów i wortal Sztuka-Architektury.pl zapraszają jutro, na Andersa 13, o godz. 18, na pokaz filmu "Muzeum Żydowskie w Berlinie".
Bilety: studenci - 10 PLN, pozostali - 15 PLN
Bal Mikołajkowy w Stacji Muranów
Serdecznie zapraszamy na Bal Mikołajkowy, który odbędzie się 6 grudnia o godzinie 16:00 w Muranowskim Klubie Mam w Stacji Muranów (ul. Andersa 13).
Make Up Muranow!/Tworzymy Muranów - wielka sobotnia kumulacja
Zapraszamy 26 listopada 2011 r., w sobotę, od godziny 10, do Stacji Muranów na Andersa 13. Szczegółowy rozkład jazdy na stronie głównej i w zakładce "Make Up Muranów".
Muranowski Klub Mam zaprasza
Serdecznie zapraszamy na spotkanie z wydawcą książki "Twoja kompetentna rodzina" Jespera Juul, które odbędzie się w dniu 23 listopada (środa) w Muranowskim Klubie Mam.
Zapraszamy na pokazy filmów o architekturze!
Muranów to obowiązkowy przystanek dla każdego, kto interesuje się historią polskiej architektury. Jedyne na świecie osiedle-pomnik getta, zrealizowane przez wybitnego polskiego modernistę Bohdana Lacherta zgodnie z koncepcją "Feniksa z popiołów", póżniej zmodyfikowaną w duchu socrealizmu. Nieprzypadkowo właśnie tutaj, w Stacji Muranów przy ul. Andersa 13, wystartował klub i kino architektoniczne - wspólna inicjatywa Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów i wortalu Sztuka Architektury. Oto grafik pokazów na listopad i grudzień:
Aktualności Muranowskiego Klubu Mam
Zapraszamy na środowe spotkania Dyskusyjnego Klubu Mam do siedziby Stacji Muranów, ul. Andersa 13 w każdą środę, o godz. 10.30. Spotkania są adresowane szczególnie do mam z niemowlętami (choć nie tylko). Szczegółowe informacje i grafik poniżej.
Go to Israel and start the Dialogue! - nabór do programu wymiany studentów
Tylko do 22 października przyjmowany jest nabór do programu, który bardzo polecamy - zostało jeszcze kilka dni!
Jidysz znów na Muranowie
Centrum Kultury Jidysz Fundacji Shalom, nasi sąsiedzi z Okrąglaka, zapraszają na lektoraty języka jidysz prowadzone na trzech poziomach:
More News...
Tym, kim dla Nalewek stał się Bernard Singer, dla Nowolipia jest Józef Hen– który w książce pod takim właśnie tytułem opisuje swoje dzieciństwo i wczesną młodość spędzo ną na trzecim piętrze pięciopiętrowej kamienicy pod numerem Nowolipie 53. Aby oddać klimat tamtego, przedwojennego Nowolipia, trzeba by zamieścić obszerne fragmenty całej książki, ograniczymy się więc tylko do kilku cytatów.
„Zejdźmy na podwórze. Warto, bo tutaj odbywało się nieustające widowisko. Życie publiczne, wszystko na ludzkich oczach, żadnej biedy ani żadnej hańby nie dało się ukryć. Zwłaszcza ci z parteru, wietrzący kuchnię przez otwarte okno, musieli się pogodzić z tym, że wszyscy wiedzą, co się u nich dzieje. Wystarczyło pociągnąć nosem: aha, dziś kapuśniak albo krupnik, kartoflanka ze smażoną cebulą, wytapianie gęsich skwarek. Każda kłótnia rodzinna była odnotowana, każde nerwowe trzaśnięcie drzwiami. Ba, wystarczyło, że coś się działo na Nowolipiu parę bram dalej, by przybiegł zadyszany Łajbuś od Kaców czy Szmulek od gazownika z sutereny z wrzaskiem: „Chłopcy, draka!“ Pędziliśmy po kocich łbach w stronę Smoczej albo jeszcze dalej, do Żelaznej, gdzie można się było porozkoszować soczystymi wyzwiskami.“ (Józef Hen, „Nowolipie“, Iskry, Warszawa 1991)
Kiedy autor-bohater był bardzo mały, rytm ulicy a podwórku wyznaczały święta żydowskie. „Później, w latach trzydziestych, coraz więcej rodzin zaczęło chyłkiem omijać tradycję, wiele form współżycia religijnego zniknęło. Kiedy byłem mały, najprzyjemniejsze wydawało mi się Święto Szałasów. Przez osiem dni całe podwórko było zastawione drewnianymi kuczkami, z nakładanymi na nie dachami z liści tataraku, stały tak ciasno, że przecisnąć się można było tylko wąskim korytarzykiem. Państwo Krzyżewscy, o ile pamiętam, wcale nie narzekali, podwórko wyglądało naprawdę malowniczo, a dzieci miały wtedy używanie, tyle było możliwości przy zabawie w chowanego. Przez cały okres świąt trzeba było jadać w tych kuczkach, pod zielonym dachem, przez który prześwitywało niebo, tak jak nasi przodkowie – tłumaczyli dorośli – jadali w namiotach, albo pod gołym niebem po wyjściu z Egiptu“.(Józef Hen, „Nowolipie“, Iskry, Warszawa 1991)
„Zejdźmy na podwórze. Warto, bo tutaj odbywało się nieustające widowisko. Życie publiczne, wszystko na ludzkich oczach, żadnej biedy ani żadnej hańby nie dało się ukryć. Zwłaszcza ci z parteru, wietrzący kuchnię przez otwarte okno, musieli się pogodzić z tym, że wszyscy wiedzą, co się u nich dzieje. Wystarczyło pociągnąć nosem: aha, dziś kapuśniak albo krupnik, kartoflanka ze smażoną cebulą, wytapianie gęsich skwarek. Każda kłótnia rodzinna była odnotowana, każde nerwowe trzaśnięcie drzwiami. Ba, wystarczyło, że coś się działo na Nowolipiu parę bram dalej, by przybiegł zadyszany Łajbuś od Kaców czy Szmulek od gazownika z sutereny z wrzaskiem: „Chłopcy, draka!“ Pędziliśmy po kocich łbach w stronę Smoczej albo jeszcze dalej, do Żelaznej, gdzie można się było porozkoszować soczystymi wyzwiskami.“ (Józef Hen, „Nowolipie“, Iskry, Warszawa 1991)
Kiedy autor-bohater był bardzo mały, rytm ulicy a podwórku wyznaczały święta żydowskie. „Później, w latach trzydziestych, coraz więcej rodzin zaczęło chyłkiem omijać tradycję, wiele form współżycia religijnego zniknęło. Kiedy byłem mały, najprzyjemniejsze wydawało mi się Święto Szałasów. Przez osiem dni całe podwórko było zastawione drewnianymi kuczkami, z nakładanymi na nie dachami z liści tataraku, stały tak ciasno, że przecisnąć się można było tylko wąskim korytarzykiem. Państwo Krzyżewscy, o ile pamiętam, wcale nie narzekali, podwórko wyglądało naprawdę malowniczo, a dzieci miały wtedy używanie, tyle było możliwości przy zabawie w chowanego. Przez cały okres świąt trzeba było jadać w tych kuczkach, pod zielonym dachem, przez który prześwitywało niebo, tak jak nasi przodkowie – tłumaczyli dorośli – jadali w namiotach, albo pod gołym niebem po wyjściu z Egiptu“.(Józef Hen, „Nowolipie“, Iskry, Warszawa 1991)
Dziś to tylko wspomnienia. Skrzyżowanie Nowolipia ze Smoczą. Fot. B. Chomątowska
Ulica powstałą w 1624 r. i spełniała rolę głównego traktu jurydyki Nowolipie, założonej na początku XVII w. i należącej do Zakonu Sióstr Brygidek (które przeniosły się tutaj ze wsi Lipie koło Grójca, stąd też nazwa jurydyki – Nowe Lipie). Kościół i klasztor Brygidek zachowały się do ok. 1817 r. na rogu obecnej ulicy Długiej i Nalewki. Potem zabudowania odebrano zakonowi. Ulica była dość szczelnie zabudowana i gęsto zaludniona. Oprócz domów stały przy niej garbarnie, wiatraki, browar, młyn (pod nr 21, przetrwał do ok. 1913 r.), wytwórnie safianów. Były też dwie rezydencje. W czasach saskich na początku ulicy stał obszerny drewniany dwór, przekształcony potem w murowany barokowy pałac wojewody mińskiego Jana Hilzena, przebudowany w 1823 r. dla ministra spraw wewnętrznych Tadeusza Mostowskiego, w którym przez kilka lat mieściła się siedziba Komisji Rządzącej Spraw Wewnętrznych i Duchownych, zaprojektowanej przez Antonio Corazziego. Drugą rezydencją był drewniany dwór Jana Łubny pod nr 40., z ogrodem skomponowanym przez właściciela.
Typowa zabudowa dzisiejszego Nowolipia - wolnostojące domy mieszkalne. Na drugim planie galeriowiec, wszystko projektu Bohdana Lacherta. Fot. B. Chomątowska
Przełomem w historii Nowolipia były lata 1870-1900, kiedy na ulicy ożywił się ruch budowlany i zaczęły wyrastać na niej kamienice – od trzech nawet do pięciopiętrowych. W efekcie wysokość budynków była mocno zróżnicowana – parterowe domy sąsiadowały z wysokimi czynszówkami.
Przy Nowolipiu 24, w dużej kamienicy z początku XIX w. mieścił się 25 największy sklep kolonialny Jakuba Heinsdorfa, działała też apteka, nad którą świecił się jedyny na całej ulicy neon (jak wspomina Józef Hen, zgasł 1 września 1939 r.). Pod numerem trzydziestym działał welodrom, gdzie można było wypożyczyć stare samochody. Zimą miejsce to przemieniało się w ślizgawkę, przyciągającą nie mniej skutecznie miejscową dzieciarnię. Pod dwunastką – szkoła, której uczennicami były „dziewczęta z Nowolipek“ z powieści Poli Gojawiczyńskiej.
Pod numerem 52 działał sklep pana Hochgelerntera, do którego matka Józefa Hena wysyłała służącą po kajzerki, mleko, masło i sery. „Był też sklepik spożywczy pod pięćdziesiątym pierwszym, bliżej, do którego nie trzeba było przechodzić przez jezdnię, ale mama miała zaufanie tylko do pana H., jego sklep był przestronny i lśnił czystością, miał posadzkę z białych i czarnych kafelków. Samo zresztą jego niezwykłe i trudne do wymówienia nazwisko (które znaczyło „wybitnie wykształcony“) już budziło respekt i dawało satysfakcję kupującym“ (Józef Hen, „Nowolipie“, Iskry, Warszawa 1991) Winem z kolei handlował czarnobrody Chaskiel. „Młody człowiek, niezwykle przystojny, z oczyma pełnymi blasku, zawsze uśmiechnięty. Chaskiel odwiedzał klientów przed każdym świętem i spisywał zamówienia. Jakie wino, ile butelek. Miał na Nowolipiu ładny sklep, ale wolał nie czekać, aż klient wstąpi. Chaskiel wolał wstąpić do klienta. Handlował tylko winem koszernym, odpowiednim do odmawiania błogosławieństw, zalecane było wino „Karmel“, słodkie, z Ziemi Izraela, w smaku przypominające apertif „StRaphaeal“ czy „Bartissol“(Józef Hen, „Nowolipie“, Iskry, Warszawa 1991) Na Nowolipiu 37, w przechodnim domu, wychodzącym na ul. Leszno, mieścił się bazar, na którym we wtorki i piątki chłopi sprzedawali warzywa, owoce i nabiał, a w mieszkaniach rozlokowano jadłodajnie, gdzie posilali się handlarze.
Dzisiejszy krajobraz Nowolipia. Fot. B. Chomątowska
Tego wszystkiego już nie ma. Po wojnie na Nowolipiu, biegnącym teraz równolegle do al. Solidarności, stanęły budynki Muranowa Południowego, zaprojektowane przez Bohdana Lacherta z zespołem. To tutaj można znaleźć muranowskie galeriowce, jak również jedyne na Muranowie wolno stojące wielorodzinne domy mieszkalne – „klatkowce“. Uchował się tylko jeden historyczny budynek – szpital św. Zofii, który teraz przypisany jest do ul. Żelaznej 90. Stąd dylemat - gdzie umieścić hasło "Nowolipie" na stronie? W miejscach wymazanych czy dzisiejszych? Ostatecznie - w dzisiejszych, bo nadal istnieje, choć ma charakter inny niż przed 1939 r. Spacerując między galeriowcami i klatkowcami, można zamknąć oczy i spróbować odtworzyć dawną atmosferę ulicy.
A Nowolipie Józefa Hena? „W lipcu 1945 r. jako dziennikarz "Orła Białego" jechałem z Poznania przez Warszawę do Grunwaldu. Staliśmy na Dworcu Głównym, wyszedłem z pociągu i zacząłem iść w kierunku Muranowa. Zobaczyłem morze gruzów. Cofnąłem się przerażony. W sierpniu (...) poszedłem zobaczyć Nowolipie. Była tabliczka Nowolipie, była tabliczka Karmelicka, ścieżką wśród gruzów, obliczając kroki, szukałem miejsca, gdzie mógł być mój dom. I dobrze obliczyłem. To był bogaty mieszczański dom, miał piękne żółte kafelki w bramie. Leżały wśród gruzów. Wziąłem jeden kafelek na pamiątkę. Po dwóch latach moją redakcję - pracowałem wtedy w "Żołnierzu Polski" w Krakowie - przeniesiono do Warszawy. Akurat gdy wypadła przeprowadzka do stolicy na stałe, leżałem w szpitalu. Źle gojący się wyrostek robaczkowy, brakowało penicyliny. To żona pakowała nasze rzeczy, zobaczyła jakiś kafelek i go wyrzuciła.“ („Mojego miasta już nie ma“ – z Józefem Henem rozmawia Beata Kęczkowska, Gazeta Wyborcza Stołeczna, 2.10.2009)
Korzystałam m.in. z książki Adama Dylewskiego „Warszawa i okolice“, Przewodnik Pascala, Wydawnictwo Pascal 2005











